Victoria Komada

Witajcie kochani moi ;) Przyszedł już czas bym Wam wszystkim o sobie opowiedziała. Moja historia nie jest bardzo długa gdyż mam dopiero 9 miesięcy, ale może zainteresować nie jednego z Was. Zacznę od samego początku

Mamusia z tatusiem jak się tylko dowiedzieli że pojawiłam się w brzuszku byli bardzo szczęśliwi.

Oczywiście z wielką radością powiadomili dziadków i wszystkie moje ciocie i wujków 

Wszyscy bardzo się cieszyli, że pojawię się na świecie, a ja kręciłam piruety w brzuszku mamusi. No, bo wiecie też mi się podobało to, że będzie nas więcej i to dzięki mnie 

9 miesięcy pod serduszkiem mamusi były pięknym przeżyciem i nigdy o tym nie zapomnę. Mamusia dbała o siebie a tatuś codziennie ze mną rozmawiał.

Razem też chodzili do lekarza na wizyty, bo oczywiście chcieli wiedzieć czy ze mną wszystko jest dobrze. Rozwijałam się znakomicie a rodzice byli przeszczęśliwi.

A ja... zrobiłam im psikusa, o którym oni ani lekarze nie wiedzieli, jak byłam w brzuszku to, troszkę narozrabiałam  ale uwierzcie mi nie chciałam... Bo wiecie, w brzuszku mamusi znalazłam sobie takie

super miejsce na moje fikuśne nóżki. Było mi tak dobrze i postanowiłam, że zostaną tam do samego końca.

Przyszedł czerwiec roku 2015 i czas, aby się z rodzicami osobiście przywitać, aby mnie do siebie przytulili i ucałowali.

Troszkę się mamusia ze mną namęczyła a tatuś tupał nóżkami, bo nie mógł się już doczekać, kiedy mnie zobaczy 

Minęło kilka godzinek i w końcu się zobaczyliśmy. Wiecie to było dla mnie cudowne uczucie ujrzeć w końcu mamusię i tatusia.

Niestety bardzo ich zaskoczyłam i zasmuciłam, bo przez ten mój psikus z nóżkami, które w brzuszku dobrze ukryłam przysporzyłam im wielu zmartwień i kłopotów.

Okazało się, że moje nóżki mają paskudną wadę, która nazywa się Tibal Hemimelia. Pan doktor tłumaczył rodzicom, co to jest a ja doskonale pamiętam jego słowa "Wrodzony zanik lub brak kości piszczelowej".

Rodzice długo płakali, było mi bardzo przykro ze tak musieli cierpieć (sad)

Zastanawiali się, co będzie dalej, jak sobie z tym wszystkim poradzą i czy dadzą radę.

Podjęli najważniejsza decyzję - walka, walka o moje nóżki.

Byłam bardzo szczęśliwa i uradowana, że się nie poddali.

Po długich przemyśleniach jak dać mi na imię wspólnie postanowili i dali mi na imię VICTORIA 

Cioteczki i wujkowie czy wiecie, co oznacza moje imię?

Już Wam mówię "ZWYCIĘSTWO". Pięknie prawda? 

I tak wspólnie zaczęliśmy walkę o moją lepszą przyszłość.

Kocham moich rodziców i codziennie staram się, aby uśmiech nie schodził im z twarzy

Troszkę rozrabiam, ale to tylko, dlatego że rozpiera mnie energia. No wiecie wszędzie mnie teraz pełno, bo ciekawa jestem wszystkiego ;)

Czeka mnie teraz wiele wizyt u lekarzy, konsultacji, itd... Ale damy radę bo wspólnie podjęliśmy walkę, ZWYCIĘSTWO będzie po naszej stronie :*

Szybkie linki

Szukaj na stronie

Social Media